• Wpisów:536
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis:wczoraj, 17:11
  • Licznik odwiedzin:52 981 / 4045 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Gdzie jesteś Panie, kiedy płaczę?

Czy słyszysz me wołanie?

Czy czujesz mą samotność?

Czy liczysz me łzy Panie?



Jak Cię odnaleźć w rozpaczy

W gorzkich, złych myśli tłumie

W bólu, strachu przed jutrem..

Wierzę, że mnie zrozumiesz...

 

 

Zamknij drzwi,
Zatrzaśnij Świat za sobą.
Cała walka ucichła w tym zranionym Sercu
W poprzek podłogi, Sny i Cienie grają,
Jak przeganiani wiatrem uchodźcy

Wezwij Człowieka , który upora się
Z miłością niezdatną do naprawy,
On potrafi uzdrowić Świat,
Zbudowany z serc potrzebujących troski.
Oświetli Drogę, gdy każdy krok jest niepewny.
Wezwij Człowieka – jest potrzebny tutaj.

Zamykam oczy –pamiętam czasy,
Gdy Twoja słodka Miłość wypełniała to puste miejsce,
Wylane łzy nie mogą tego przywrócić,
Chyba, że Spadająca Gwiazda spełni życzenie.

Wezwij Człowieka…

On jest tutaj potrzebny –
Potrzebny w chaosie i zamęcie,
Od wiejski równin do miejskich gmachów.
Potrzebny – gdy dumnemu, który kroczy po linie
Jest przeznaczony upadek.

Wezwij Człowieka,
Który kiedyś dawno temu, …
Może on potrafi uleczyć,
To moje złamane Serce?
Wzniecić Światło na rozbiegu Drogi,
Teraz, kiedy Przyszłość jest mglista?

Wezwij Człowieka.
Jest potrzeby tutaj i teraz.

 

 
A kiedy umrę, będę nadal żył
Zawsze będziesz miała moją miłość, gdy wejrzysz w siebie
Będę twoim aniołem w niebie
cała moja miłość na zawsze
będzie świecić na Ciebie.



Czy jest ktoś, komu możesz wierzyc?
Nikt nie może zabrać, tego co czuliśmy,
Nasza miłość jest silna, będzie trwać wiecznie,
Nikt nigdy nie będzie kochał Cię bardziej.


I kiedy już mnie nie będzie, będe nadal prawdziwy dla Ciebie,
Ziarno miłości mieszka w Tobie,
Będę Twoim aniołem, w niebie,
I cała moja miłość będzie świecić na Ciebie.



A kiedy umrę, będę nadal żył...

https://www.tekstowo.pl/piosenka,no_mercy,when_i_die.html
 

 
 

 
Rzuć między nas najdłuższy rok,
Najskrytszy żal, najgłupszy błąd.
Rzuć między nas to, co w nas złe,
A ja i tak odnajdę cię.
 

 

Stojąc tu,
Pośród prochów snów,
Nie mogę sobie przypomnieć mojego imienia.
Zew szepczących głosów-

Stojąc tu,
Na ciemnej ulicy
Na wpół zapamiętane lata
Wirują jak gorzki popiół.

Stojąc tu, na zasypanej kurzem ulicy
Wszystkie moje wspomnienia są tylko gorzkim popiołem.
Dniem i nocą szukam pustych marzeń
Na końcu odnajdziemy tylko gorzki popiół!

Stojąc tu,
Odarta ze wszystkiego,
Straciłam moją wiarę.
To wszystko jest tylko gorzkim popiołem.

Stojąc tu,
Gdzie wzbiera woda
Wszystkie moje wspomnienia
Wirują w dół rynsztokiem.

Stojąc tu, na zasypanej kurzem ulicy
Wszystkie moje wspomnienia są tylko gorzkim popiołem.
Dniem i nocą szukam pustych snów.
Na końcu odnajdziemy tylko gorzki popiół!

Dokąd teraz zmierzamy?
Co się z nami stanie?
Co skrywa przyszłość?
Czyżbyś nas opuścił?

Stojąc tu,
Na Vieux Carre
Czy słyszysz mój głos?
Jestem tylko znikającym cieniem...

https://www.tekstowo.pl/piosenka,nox_arcana,bitter_ashes.html
 

 
Iam amore virginali totus ardeo.
Circa mea pectora multa sunt suspiria
De tua pulchritudine, que me ledunt misere.
Tui lucent oculi sicut solis radij,
Sicut splendor fulguris, qui lucem donat tenebris.
 

 
Veni, veni Emmanuel;
Captivum solve Israel,
Qui gemit in exilio,
Privatus Dei Filio.

Refrain
Gaude! Gaude! Emmanuel,
Nascetur pro te, Israel!

Veni, veni, O Oriens;
Solare nos adveniens,
Noctis depelle nebulas,
Dirasque noctis tenebras.
Refrain

Veni, Clavis Davidica!
Regna reclude caelica;
Fac iter tutum superum,
Et claude vias inferum.
Refrain

Veni, veni Adonai!
Qui populo in Sinai,
Legem dedisti vertice,
In maiestate gloriae.
 

 
 

 
Stawiam świat na głowie do góry nogami
Na odwrót i wspak bawię się słowami
Na białym czarnym kreślę jakieś plamy
Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały
 

 
 

 
 

 
 

 

Jeśli się nie boisz mówić nic
Jeśli się nie boisz mówić nie
Jeśli wszechświat to wszystko
Powiedz może wiesz

Co dalej jest?
Co dalej...
 

 
 

 

A choć przez długie te chwile
Kobiet już tyle do mnie szło
Dziś nie znam żadnej z nich
Nie wracam myślą do kochanek mych
Bo choć miałbym ich sto
Lecz to wszystko nie to

Twych przenajsłodszych pieszczot nigdy
Przenigdy nie zapomnę
Ani twych ust gorących
Ni słów miłością tchnących
Pamiętam twoje oczy dzikie
Z rozkoszy nieprzytomne
Rozwarte i ogromne
Tak jakby to było dziś
 

 


Z. Herbert
Przesłanie Pana Cogito

Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę


idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch


ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo


bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy


a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych


niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy – oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys


i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie


strzeż się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany – czyż nie było lepszych


strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one nie potrzebują twego ciepłego oddechu
są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy


czuwaj – kiedy światło na górach daje znak – wstań i idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę


powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku


a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku


idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda
obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów


Bądź wierny Idź
 

 

Wszyscy ci bardzo pomóc chcą
Dużo mówią nie robiąc nic
A Ty żyjesz przemilczając ból
Wciąż udajemy, bo nie chcemy widzieć tych szarych łez
Wciąż udajemy, bo nam dobrze jest tutaj żyć

Podaj mi swą maleńką dłoń
Weź marzenia i ze mną chodź
Pójdziemy do raju, tam nie będzie ci źle

...

Twym uczuciem jest wieczny ból
Twym marzeniem jest zwykły chleb
Choć kawałek chciałbyś teraz mieć
Gdy umierałeś widziałem jak
Pierwszy raz uśmiechałeś się
Mówiąc: "wreszcie, wreszcie idę stąd"
 

 
Żyj z całych sił
I uśmiechaj się do ludzi
Bo nie jesteś sam
Śpij, nocą śnij
Niech zły sen Cię nigdy więcej nie obudzi
Teraz śpij

Niech dobry Bóg
Zawsze cię za rękę trzyma
Kiedy ciemny wiatr
Porywa spokój
Siejąc smutek i zwątpienie
Pamiętaj, że

Jak na deszczu łza
Cały ten świat nie znaczy nic a nic...
Chwila, która trwa
Może być najlepszą z Twoich chwil...

Idź własną drogą
Bo w tym cały sens istnienia
Żeby umieć żyć
Bez znieczulenia
Bez niepotrzebnych niespełnienia
Myśli złych
 

 


Blisko płomienia
Rozpraszającego Ciemność
On nie zgaśnie,
Nie zostaniemy sami

Ramiona najbezpieczniejsze,
Dobre słowa
Wiara najgłębsza
W tym świecie zimnym i okrutnym
 

 

Ten świat jest okrutnym miejscem
Jesteśmy tu tylko po to, by przegrywać
Więc zanim życie nas rozdzieli
Niech śmierć błogosławi mnie tobą

Czy mógłbyś umrzeć z miłości?
Zjednocz się ze mną w Śmierci.
 

 
Siedzimy razem w tej tawernie, ja i ty,
A z twoich oczu niespokojnych płyną łzy
I płyną słowa pełne żalu, pełne skarg
Z twych jeszcze wczoraj uśmiechniętych warg.

No, nie bądź taka smutna, nie bądź na mnie zła,
Posłuchaj, stary Joze na gitarze gra,
A goście, z fajek swych puszczając dym,
Pytają, czy zatańczysz im.

Szkoda twoich łez, dziewczyno,
Wszystko ma swój kres, dziewczyno,
Żar miłości sczezł
i tylko płonie w szklankach wino.
 

 
Podążam jednokierunkowa drogą
Z jednym nocnym postojem
Z jedną piosenką w głowie
Stąpając po nieludzkiej ziemi
(Czasami kara jest zbyt surowa
w stosunku do przewinienia)

Tak, jest pustka w mej duszy,
Lecz zdążyłem nauczyć się pewnej rzeczy
Na jeden napisany list miłosny
Przypada inny, który właśnie został spalony
(Wiec jak to będzie tym razem)

To już koniec
To już koniec
Ponieważ gaszę ten płomień

Spójrz na sprawy nie tylko ze swojej perspektywy
Powiedz mi, jako to jest być tą
Która wbija mi nóż plecy
Przyjrzyj się a zrozumiesz
Nic tutaj nie ma dziewczyno
Tak, przysięgam dziewczyno,
, że to pustka w mojej duszy,
Która będzie mnie zabijała po wieczność
Miejsce, gdzie ogród nigdy nie zakwitnie
Pustka w mej duszy, powinienem zorientować się wcześniej
Twoje miłość jest jak cierń bez róży

 

 

Ona była wodą - a on brzegiem pustych plaż
Małe okręty - dzieci bez skaz
Ona była sztormem - a on deszczem, który spadł
Dwoje na drodze - smagał ich wiatr
Ona jak talizman - on jak chłopiec, co się bał
Jak młode orły - tańcząc wśród skał
Nigdy nie wiedzieli czym to może skończyć się
Byli tak dumni - nie znali się
 

 

Pokaż mi, jak Cię kochać.

Sara:
Cóż porabiasz dziś wieczorem?
Zostań trochę dłużej!
To musi być to miejsce,
Lecz nie mów „nie!”

Muszę wymyślić coś,
Aby zatrzymać Cie tutaj,
Lecz czy można,
Pokochać kogoś zbyt szybko?

Jose:
Dzisiaj mam dzień wariata,
Księżyc jest mym przyjacielem
Jeśli nadal masz marzenie do spełnienia,
Nas dwoje w centrum miasta,
Tylko przyjaciele, ale kto wie, co będzie potem?

To nie wystarcza
Tyle rzeczy, aby sobie powiedzieć,
Pocałunków, zrozumienia, oparcia,
To nie wystarcza
Nawet jeśli już późno, co z tego?
Gdzież tak śpieszy Ci się o tej godzinie?

Razem:
Tylko naucz mnie, jak Cię kochać
Nigdy już cię nie opuszczę,
Jak mewa na urwistej skale,
To będzie jak bajka, a Ty?
Pokaż mi, jak Cię kochać

Sara:
Głód, gorączka, czy cokolwiek,
Czuję się jak w domu,
W środku snu, z którego należy się zbudzić,
To wydaje się nie być prawdziwe,
Jakby w innym mieście

Jose:
To nie wystarcza
Tyle rzeczy, aby sobie powiedzieć,
Pocałunków, zrozumienia, oparcia,
To nie wystarcza
Nawet jeśli już późno, co z tego?
Gdzież tak śpieszy Ci się o tej godzinie
 

 


Jestem zakochany w Tobie/
A to zatruwa me serce/
Jesteś wszystkim czego potrzebuję/
Proszę weź mnie w swoje ramiona/
Tam, gdzie miłość i śmierć przenikają się/

HIM – When love and death embrace
 

 

Słyszę Twój oddech, choć jesteś daleko ode mnie,
Czuję Twój dotyk, bliski i prawdziwy
I wiem,
Mój kościół nie jest ze srebra i złota,
Jego chwała leży daleko poza rozumowaniem ludzkim
Przykazaniami są ciepło oraz zaufanie

Stare zaklęcia nie zawiodą
Sanktuarium tak delikatne i kruche
Sakrament miłości
Sakrament czułości jest prawdziwy
Sakramentem jesteś Ty

Słyszę Twój płacz tak daleko ode mnie
Smakuje Twe łzy, jakbyś była obok
I zdaję sobie sprawę
moje żarliwe modlitwy nie mogą uleczyć
starych ran, głębokich i bolesnych
Apokalipsą jest nienawiść i strach
 

 

I moje dni
wszechobecny pośpiech, czasu znak,
naznaczył mi –
może przez to tak…

Lubię,
lubię wracać tam, gdzie byłem już,
pod ten balkon pełen pnących róż,
na uliczki te znajome tak,
do znajomych drzwi
pukać, myśląc, czy,
czy nie stanie w nich czasami
ta dziewczyna z warkoczami.

Lubię wracać w strony, które znam,
po wspomnienia zostawione tam,
by się przejrzeć w nich, odnaleźć w nich
choćby nikły cień
pierwszych serca drżeń,
kilka nut i kilka wierszy
z czasów, gdy kochałaś pierwszy raz.
 

 


Jaskółka czarny sztylet, wydarty z piersi wiatru
Nagła smutku kotwica, z niewidzialnego jachtu
Katedra ją złowiła w sklepienia sieć wysoką
Jak śmierć kamienna bryła
Jak wyrok naw prostokąt.
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
Tnie jak czarne nożyce lęk, który ją ogarnia.

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Zwabiona w chłód katedry przestroga i modlitwa.

Nie przetnie białej ciszy pod chmurą ołowianą
Lotu swego nie zniży nad łąki złotą plamą
Przeraża mnie ta chwila, która jej wolność skradła
Jaskółka czarny brylant, wrzucony tu przez diabła.

Na wieczne wirowanie, na bezszelestną mękę
Na gniazda niezaznanie, na przeklinanie piękna.
......



 

 


Nie potrzeba już
Niepokój mierzyć sercem wprost,
Wszystko jedno mi,
Ja każdy, byle z tobą los.

Tylko jeden, jeden raz,
Pośród wiosny twoich warg,
Pozwól spaść i niech się świat
Nagłym świtem skończy w nas.

Nie potrzeba nam,
Zakrętów dróg i morza łez,
Tylko pozwól mi
W dotyku prawdy
Głowę wznieść.
 

 


Kończ, po co ten ciągły hałas,
Sam zdwoić go wciąż się starasz,
Tak Cię uczyli od lat,
Tylko krzykiem zdobywa się świat,
A to nie tak, nie tak!

Sza, cicho sza, czas na ciszę,
Tę, którą w swym sercu słyszysz,
Kiedyś śpiewało, jak z nut,
Teraz gładkie i zimne jak lód,
Smutny to cud, o smutny cud!
 

 

C. K. Norwid
Bema pamięci żałobny rapsod

...Iusiurandum patri datum
usque ad hanc-diem ita servavi...
Annibal


I
Czemu, Cieniu, odjeżdżasz, ręce złamawszy na pancerz,
Przy pochodniach, co skrami grają około twych kolan? -
Miecz wawrzynem zielony i gromnic płakaniem dziś polan;
Rwie się sokół i koń twój podrywa stopę jak tancerz.
- Wieją, wieją proporce i zawiewają na siebie,
Jak namioty ruchome wojsk koczujących po niebie.
Trąby długie we łkaniu aż się zanoszą i znaki
Pokłaniają się z góry opuszczonymi skrzydłami
Jak włóczniami przebite smoki, jaszczury i ptaki...
Jako wiele pomysłów, któreś dościgał włóczniami...

II
Idą panny żałobne: jedne, podnosząc ramiona
Ze snopami wonnymi, które wiatr w górze rozrywa,
Drugie, w konchy zbierając łzę, co się z twarzy odrywa,
Inne, drogi szukając, choć przed wiekami zrobiona...
Inne, tłukąc o ziemię wielkie gliniane naczynia,
Czego klekot w pękaniu jeszcze smętności przyczynia.

III
Chłopcy biją w topory pobłękitniałe od nieba,
W tarcze rude od świateł biją pachołki służebne;
Przeogromna chorągiew, co się wśród dymów koleba,
Włóczni ostrzem o łuki, rzekłbyś, oparta pod-niebne...

IV
Wchodzą w wąwóz i toną... wychodzą w światło księżyca
I czernieją na niebie, a blask ich zimny omusnął,
I po ostrzach, jak gwiazda spaść nie mogąca, prześwieca,
Chorał ucichł był nagle i znów jak fala wyplusnął...

V
Dalej - dalej - aż kiedyś stoczyć się przyjdzie do grobu
I czeluście zobaczym czarne, co czyha za drogą,
Które aby przesadzić, Ludzkość nie znajdzie sposobu,
Włócznią twego rumaka zeprzem jak starą ostrogą...

VI
I powleczem korowód, smęcąc ujęte snem grody,
W bramy bijąc urnami, gwizdając w szczerby toporów,
Aż się mury Jerycha porozwalają jak kłody,
Serca zmdlałe ocucą - pleśń z oczu zgarną narody...
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Dalej - dalej - - ..